Nawigacja
- CZĘŚĆ EKOLOGICZNA
- CZĘŚĆ ŻEGLARSKA
- O NAS
- SPRAWOZDANIA
- PRACA
|
| Historia |
ŻEGLARSTWO
Początki Harcerskiego Ośrodka Wodnego w Funce
W latach 30 w programie ogólnoharcerskim Główna Kwatera Harcerek zakładała również intensywne popularyzowanie zagadnień morskich wśród druhen w drużynach wodnych, ale też harcerskim drużynom lądowym proponowano zdobywanie sprawności wodnych i stopni żeglarskich, docieranie w głąb ojczystego kraju śródlądowymi szlakami wodnymi, organizowanie harcerskich śródlądowych obozów żeglarskich oraz branie udziału w kursach i rejsach morskich na Bałtyku.
Druhny Poznańskiej Drużyny Harcerek, popularnie zwane "Żabami", tak mówią o swoim że- glarstwie opartym m.in. o Funkę: "W twardym trudzie żeglarskim kształtowałyśmy i hartowałyśmy nasze charaktery, czerpiąc bogatą treść z prawa harcerskiego. Wybrałyśmy dla naszej drużyny świadomie i z entuzjazmem specjalność żeglarską, ale nie jako sport wyczynowy, jakkolwiek nie zrezygnowałyśmy z wyników sportowych (brałyśmy udział w regatach żeglarskich Polskiego Związku Żeglarskiego.)"
Harcerki nad Jeziorem Charzykowskim Jak z tego wynika, wychowanie wodne odgrywało ważną rolę w działalności niektórych zespołów harcerek. Toteż nie ma co się dziwić, że harcerki Chorągwi Pomorskiej (do której przed wojną należał też hufiec gdyński) starały się skupiać swoje obozy nad jeziorami. W lipcu 1932 r. po raz pierwszy obóz żeglarski dziewcząt znalazł się nad Jeziorem Charzykowskim. Zorganizowała go drużyna wodna harcerek z Poznania, zwana "Żaby". Chojnicki Klub Żeglarski otoczył żeglarki serdeczną opieką i pomógł wypożyczając część sprzętu.
Kiedy zaczęto poszukiwać teren na jubileuszowy Zlot Pomorskiej Chorągwi Harcerek (z okazji XV-lecia istnienia ZHP na Pomorzu), Janina Bartkiewicz (przyboczna hufcowej w Toruniu) zaproponowała znany sobie teren nad Jeziorem Charzykowskim, obok gajówki w Funce.
Zlot odbył się w dniach 1-16 lipca 1934 r. z udziałem 305 uczestniczek - instruktorek i drużynowych po próbie. Komendantką była hm. Jadwiga Luśniak. Tematem zlotu było wychowanie gospodarcze oraz przysposobienie wojskowe i wodne. Na wychowanie gospodarcze żeńska komenda chorągwi kładła w tym czasie duży nacisk; organizowano kursy gospodarstwa domowego i prowadzenia ksiąg gospodarczych. Wówczas to właśnie J. Bartkiewicz miała okazję, by pokazać swojej "starszyźnie harcerskiej" najpiękniejsze miejsce w Funce nadające się na przystań żeglarską. Ale zanim harcerki przygotowały teren na zlot i opracowały wszystko do zgrupowania, śpiewały:
"Czemu druhna Bartek lata
aż do FUNKI na kraj świata,
czemu mokra na niej szata
gdy z wyprawy wraca tej?
czemu włosy potargane
okulary wodą zalane...
Wszystkie znamy tę przyczynę
więc śpiewa jmy słowa te
Funka jest najmodniejsza.
trzymaj szot, kurs na ZLOT!"
W czasie zlotu harcerki docierały na półwysepki i wysepki w pobliżu Funki. Po pamiętnym zlocie Pomorskiej Chorągwi Harcerek przyznano piękną nagrodę, którą stanowił pierwszy pełnomorski jacht o powierzchni 76 m2 żagla nazwany imieniem "Grażyna". Podarowany on został harcerkom przez przewodniczącego ZHP, wojewodę ślą- skiego druha Michała Grażyńskiego. Jacht "Grażyna" został przetransportowany z Helsinek do Gdyni. Tam druhny uczestniczyły w kursach jachtowych. Potem macierzystym portem "Grażyny" hył Hel. Nadszedł ważny dla Harcerstwa Polskiego rok 1935 Zlot Harcerstwa Polskiego i Skautów w Spale.
Zaczątki Ośrodka Wodnego Harcerek Uczestniczki kursów na Helu kwaterowały w namiotach bądź prowizorycznym domku. Postanowiono więc wykorzystać deski pozostałe po urządzeniach zlotowych w Spale i wybudować stały ośrodek morski na Helu. Plany i dokumentacji opracowała dr inż. architekt Anna Nowacka-Ptaszyska, harcmistrzyni z Warszawy. Niespodziewanie nie otrzymano pozwolenia na lokalizację ośrodka na Helu. Wobec tego Główna Kwatera Harcerek postanowiła budynek postawić nad Jeziorem Charzykowskim.
Janina Bartkiewicz jako referentka wodna Pomorskiej Chorągwi Harcerek otrzymała w marcu 1930 r. telegraficzne polecenie wytypowania miejsca pod budowe ośrodka. Na podstawie znajomości terenu podała okolice leśniczówki Funka, gdzie dwa lata wcześniej odbywał się zlot harcerek. Już po tygodniu dotarł kolejny telegram do Pomorskiej Komendy Chorągwi Harcerek, zwołujący spotka nie specjalnej komisji w Chojnicach w składzie: - kierownik Wydziału Wychowania Fizycznego Głównej Kwatery Harcerek druhna Janina Koc, - referent wodny Głównej Kwatery Harcerek phm. Jadwiga Skąpska, - referent wodny Pomorskiej Chorągwi Janina Bartkiewicz, - hufcowa harcerek z Chojnic hm. Janina Lipska. W skład tej komisji weszli również przedstawiciele starostwa chojnickiego oraz leśniczy z Funki pan Schneider. Cała komisja udała się nad Jezioro Charzykowskie i zdecydowała o wyborze wytypowanego wcześniej terenu. Naniesiono na mapę leśnictwa obszar leśny, który Dyrekcja Lasów Państwowych wydzierżawiła harcerkom na nieokreślony czas za symboliczną złotówkę. Gdy tylko dotarło potwierdzenie dokumentacyjne do Warszawy, Główna Kwatera Harcerek zleciła nadzór druhnie harcmistrzyni dr inż. arch. Annie Nowackiej-Ptaszyckiej. Przetransportowano materiał budowlany, zgromadzony poprzednio na Helu (pochodzący ze Spały) i ruszyła budowa drewnianego obiektu, mogącego, pomieścić zarówno 30 zasób, jak i sprzęt wodny harcerek.
Harcerki nie czekając końca budowy na wysokiej skarpie nad jeziorem rozpalały ogniska i zauroczone pięknym zachodem słońca postanowiły tutaj corocznie wracać. Będąc nad Jeziorem Charzykowskim zdecydowały się odbyć wstępny kurs żeglarski i instruktorski kurs pływacki III stopnia. Komendantka kursu druhna Irena Szymborska tak organizowała zajęcia kursowe, by każda uczestniczka: mogła również udzielać się przy budowie.
Pierwsze obozy i kursy W czerwcu 1937 roku po raz pierwszy w Funce zaczyna się harcerskie lato. Główna Kwatera Harcerek wspólnie z Polskim Związkiem Żeglarskim organizuje kurs sterniczek śródlądowej żeglugi. Komendantem kursu jest J. Bartkiewicz. W lipcu odbywa się jeszcze obóz żeglarski dla dziewcząt z całej Polski i obóz pływacki.
Oto jak pierwsze funkowskie obozy wspomina Helena Nowak z Łodzi: "Brałam udział w kursach i obozach żeglarskich w Funce w latach 1937-38. Zainteresowanie jachtingiem zawdzięczam generałowi Zaruskiemu. (Pamiętna odprawa w Warszawie uwieńczona za- wodami pływackimi, zorganizowana przez druhny Wocalewską i Kocównę). W Funce poznałam druhnę Janinę Bartkiewicz, dla której jestem pełna uznania. Przecież Ona była zakochana w żeglarstwie - czy deszcz, czy burza, zawsze opanowana, opiekuńcza, rozśpiewana, odważna, przy tym koleżeńska. Prawdziwa ideologiczna harcerka. Mam jej zdjęcia, a Jej maksymę pamiętam do dziś - tak wpisała mi się do albumu:
"Pamiętaj żeglarzu, że robisz przez rufę zwrot to ster daj za siebie i prawie cały zluzuj szot. Milemu Majtkowi na pamiątkę pierwszych samodzielnych kroków żeglarskich z życzeniami pomyślnych wiatrów w życiu i dobrej pogody na spływie Brdą do Bydgoszczy wpisuje J Bartkiewiczówna - Bartek. Funka, 14 VII 1938 r."
W swojej historii Funki J. Bartkiewicz napisała: "Budowa Harcerskiego Ośrodka Wodnego Głównej Kwatery Harcerek w Funce została ostatecznie zakończona latem 1938 roku. Na brzegu stanął solidny pomost, przy bojach kołysały się 3 jachty "Elki" (typ "L") oraz 2 stare "15". W hangarze na stojakach umieszczono: 1 czwórkę półwyścigową i 5 kajaków".
Ośrodek Wychowania Wodnego w Funce nie miał żadnej etatowej administracji. Zarządzała nim w ramach pracy społecznej referentka wodna Pomorskiej Chorągwi Harcerek J. Bartkiewicz. Ośrodkiem opiekowali się z własnej woli mieszkańcy osiedla: pan Teodor Torsz i popularnie zwana "babcią" pani M. Rekowska. Byli to wielcy przyjaciele harcerek-żeglarek. Każdorazowo po ukończeniu sezonu odpowiednio konserwowano sprzęt i przechowywano w piwnicach stanicy. Wiosną remont tego sprzętu powierzano charzykowskim rzemieślnikom, Chojnickiej Drużynie Żeglarskiej Harcerzy, a częściowo wykonywały go uczestniczki kolejnego obozu.
W oparciu o Ośrodek już w lipcu 1938 r. druhna "Bartek" prowadziła obóz szkoleniowy żeglarek, podczas którego harcerki podejmowały się pracy społecznej na rzecz ludności pogranicza. Cały obóz przeżył 4-dniową wycieczkę kajakami do wsi odległej o kilkanaście kilometrów od Chojnic, na granicy z Niemcami. Harcerki były pierwszą polską organizacją młodzieżową, która tam dotarła i nawiązała przyjacielskie stosunki. Dzieci tamtejsze pisywały później do harcerek, donosząc, że cała wieś nie może tej wizyty zapomnieć. Swoje przeżycia obozowe z tego okresu tak opisuje jedna z uczestniczek, druhna Franciszka Motylewska-Paul z Chełmna: "Na kursie żeglarskim w Funce byłam w 1938 roku i są to dla mnie chwile niezapomniane do dziś... "Duch Funki" żyje do dzisiaj, mimo że wówczas nie miałam ukończonych 16-tu lat. Wspominam wspaniałą kilkudniową wycieczkę na poznanie okolicznych terenów. Była to trasa wodna i piesza... Nie pamiętam dokładnie całej trasy, jednak przypominam sobie, że w dalszej wędrówce pieszej idąc przez las późnym wieczorem nabawiłyśmy się trochę strachu, gdy niedaleko od nas zaczęły trzeszczeć gałązki. Ku naszej radości nie było to żadne zwierzę, tylko człowiek. Może to dzisiaj zabrzmi dziwnie, ale wracał on z rozprawy sądowej z Warszawy pieszo (taka była jego relacja). Szczęśliwym zbiegiem okoliczności mężczyzna ten był z wioski, do której miałyśmy wytycznoną trasę (szkoda, ale nazwy tej wsi nie pamiętani). Była to wieś biedna, ziemia piaszczysta, trafiłyśmy na okres żniw, przy których to pracach pomagałyśmy, jak to w zwyczajach harcerskich bywa. Wieczorem przy ognisku, zorganizowanym również dla mieszkańców wsi, wykonałyśmy humorystyczne skecze i jak zwykle piosenki harcerskie i okolicznościowe, znane tutejszym mieszkańcom".
W lipcu 1939 roku odbył się w Funce kurs instruktorski żeglarski i kurs pływacki Głównej Kwatery Harcerek (komendantką była phm. Hanna Mazur) oraz obóz Pomorskiej Chorągwi Harcerek (komendantką była J. Bartkiewicz). Na terenach przyległych odbywało się równocześnie Zgrupowanie obozów Szkoleniowych Pomorskiej Chorągwi Harcerek, prowadzone przez członkinie Komendy Chorągwi. Zaś w miesiącu sierpniu 1939 r. przebywały tu jedynie nieliczne grupki. Zbyt groźnie wyglądały incydenty zbrojne, powta- rzające się coraz częściej w tych rodzinnych stronach wybrzeża, skąd pochodziły harcerki stacjonujące w Funce. Natomiast żeglarki-harcerki poznańskie w drodze powrotnej z kursu morskiego na jachcie "Grażyna" wstąpiły do Funki, lecz w obliczu grożącej wojny, w pośpiechu wróciły do domów. Jedna z uczestniczek tych obozów - Maria Appelt, tak podsumowuje przedwojenną działalność harcerek w Funce: "Nad Jeziorem Charzykowskim dokonywało się przeszkolenie całego szeregu dziewcząt w zakresie sportów wodnych, głównie żeglarstwa. Były to obozy harcerskie, oparte o prawo i przyrzeczenie harcerskie, prowadzone metodą gry, współzawodnictwa, wymagające przestrzegania regulaminów i ustalonego porządku dnia. ogniska rozśpiewane piosenkami harcerskimi i żeglarskimi były zawsze okazją do gawędy o polskim morzu, o zaślubinach Polski z Bałtykiem, legendzie Jana z Kolna i o Stefanie Żeromskim, wielkim entuzjaście budowy Gdyni. Dyskutowano również na temat reportażu "Na tropach Smętka" Melchiora Wańkowicza, interesowano się wiadomościami o rozbudowującej się Gdyni, o wspaniałości jej nowoczesnych urządzeń portowych, o jej roli jako "polskiego okna na świat". Dziewczęta wracały po zakończeniu obozów do swoich środowisk rodzinnych i harcerskich zachwycone żeglarstwem i harcerstwem. Prawie zawsze włączały się do pracy w swoich drużynach, organizując zastępy wodne. Bardzo często w następnych latach wracały na obozy żeglarskie, a niejedna z "funkowskich dziewcząt" zdobywała dalsze szlify żeglarskie na kursach morskich na "Grażynie".
Funka w obcym władaniu Nastąpił okres okupacji hitlerowskiej, podczas której harcerskie życie żeglarskie w Funce zupełnie zamarło. Działalność harcerska w "Szarych Szeregach" na ten teren nie dotarła. Ośrodek był opuszczony, jedynie sąsiedzi raz po raz zaglądali. Wszystko stopniowo niszczało... Po pewnym czasie niemieckie władze szkolne przypomniały sobie o Ośrodku. Niemieckie gimnazjum w Chojnicach zainteresowało się budynkiem stojącym w funkowskim lesie. Niestety, nie podjęło się zagospodarowania, zadowoliło się zastanym wyposażeniem. Dopiero uczniowie zrzeszeni w niemieckich organizacjach szkolnych zaczęli też spędzać tu wolne dni, pomimo trudności docierania w te tereny (brak dróg dojazdowych). Korzystali z tego co znaleźli. W Ośrodku nie było prawdziwego gospodarza.
W 1943 roku wydarzył się wypadek mogący skończyć istnienie Ośrodka. Mieszkańcy osady Funka obserwowali przez długi czas krążący samolot niemiecki. W pewnym momencie zniżył lot i zaczął gwałtownie opadać wzdłuż brzegu. Opadając zawadził, na szczęście tylko lekko, o dach stanicy Ośrodka i runął parędziesiąt metrów dalej na polanie za Ośrodkiem. Pilot poniósł śmierć. Świadkowie są przekonani, że w ten sposób popełnił samobójstwo. Wydarzenia w Funce z owych czasów wspominają dwaj starsi panowie, którzy latem 1994 roku przyjechali z Niemiec, by odwiedzić miejsca swojego dzieciństwa: "Jako niemieccy uczniowie średniej szkoły w Konitz (Chojnice) w naszym szkolnym ośrodku wiejskim Fun- kenmuhle trzy razy po kolei letnie wakacje ( 1942, 1943 i 1944) spędziliśmy na lądzie i na wodzie. Te piękne tygodnie spędzone we własnym gronie w lesie pod nadzorem wychowawców do dziś doskonale pamiętamy, dlatego obecnie już jako starzy ludzie przybyliśmy tu powspominać. Wszak corocznie około 20 uczennic i uczniów uzyskiwało pozwolenie na spędzenie lata w Funce. Zawsze przyjeżdżaliśmy z własnym prowiantem, który składaliśmy do wspólnego zagospodarowania. Kuchnia znajdowała się w dolnej kondygnacji - kogoś wyznaczaliśmy do przygotowania posiłków, które odbieraliśmy indywidualnie i pojedynczo zanosiliśmy do wspólnej sali spotkań na wyższej kondygnacji. W niektóre niedziele odwiedzali nas rodzice i przywozili dalszą żywność. Wówczas oni wykorzystywali łódki. Myśmy pływali w inne dni dowolnie ile kto chciał. Podczas pobytu na tych wakacjach nie tylko pływaliśmy na jeziorze, też dużo spacerowaliśmy po okolicznych lasach, zbieraliśmy jagody. Warto też wspomnieć o nieszczęśliwym wypadku, który do chwili obecnej utkwił nam w pamięci. Pewnego dnia, gdy dwoma łodziami wypłynęliśmy do wyspy, pogoda nagle się pogorszyła. W drodze powrotnej jedną z łodzi wywrócił wiatr i dwóch naszych kolegów znalazło się pod kadłubem. Niestety, już nie wypłynęli. Ciało jednego z nich po 9 dniach jezioro uwolniło, a drugi pozostał tam na zawsze". Tyle wspomnień, niewiele tu szczegółów. Na ile można to przyjąć za wiarygodne? Jednak innych informacji z tego okresu nie udało się pozyskać. Jedno jest pewne: budynek niszczał, sprzęt również, a raz po raz pojawiała się tam młodzież.
Powrót harcerek Z końcem wojny polscy żeglarze zastali splądrowany budynek, tak więc Ośrodek był cały, ale pusty. Ze sprzętu wodnego pozostała tylko czwórka wiosłowa "Elki" były zatopione, "15- tki" nie zabezpieczone na zimę rozpadły się. Gospodarz terenu - hufiec chojnicki zaopiekował się Ośrodkiem i zorganizował swe pierwsze obozy właśnie w Funce. Na wiosnę 1947 r. Główna Kwatera Harcerek zdecydowała powierzyć Referat Wodny J. Bartkiewicz, która zaczęła na nowo organizować ośrodek wodny dla harcerek. Odzyskano wyciągnięte z jeziora przez Klub Żeglarski i Drużynę Żeglarską Harcerzy "Elki". Jedną z nich trzeba było ściągnąć z Łęgnowa, dokąd zabrała ją Milicja Obywatelska. Zakupiono łódź wiosłowo-żaglową, bączka. W lipcu tego roku Ośrodek znów rozbrzmiał gwarem harcerek, które zjechały z całej Polski.
Tak ten okres opisuje w swoich wspomnieniach druhna Janka: "Jako kadra stanęły na apel żeglarki-instruktorki: przedwojenne "Żaby" z Poznania i "Wilki" z Warszawy. Tym razem przyjechały ze swoim własnym "narybkiem", który tu, zależnie od wieku - czy w balii, czy na zacumowanej łodzi stawiał swoje pierwsze kroki wodne. W budżecie Głównej Kwatery nie było jeszcze pozycji na utrzymanie Ośrodka - tak więc wszystkie najbardziej potrzebne środki wygospodarowywano z kasy obozowej. Dopiero po przyjeździe w maju 1948 r. na urlop naczelniczki hm. Wiktorii Dewitzowej i po wizytacji obozu kierownika finansowego Naczelnictwa hm. Bojana Krakowskiego Funka została "odkryta" i stopniowo zaczęły napływać pieniądze na sprzęt i wyposażenie. Żaglówki były wykorzystywane przez pełen sezon, gdyż w myśl "uroczyście" zawartej umowy pozaszkolna drużyna żeglarzy z Chojnic korzystała z nich przez cały sezon, która w zamian za to je remontowała". W 1948 r. przeprowadzono 2 turnusy obozów szkoleniowych. Wydano pierwsze powojenne patenty sterników jachtowych. Na obozie Głównej Kwatery Harcerek do normalnego programu szkoleniowego włączono pływanie dla dzieci. Bowiem ówczesne harcerstwo w ramach "Służby Polsce" szeroko włączyło się do służby dziecka i w ten sposób chciało przygotować fachową opiekę nad dzieckiem w czasie kąpieli. W oparciu o Ośrodek odbył się również obóz wychowania fizyczneg GKH (komendantka dh. Maria Mroczkowska) i obóz Hufca Toruń". W pobliskich lasach leśnictwa Funka zlokalizowały się obozy harcerzy, stanowiące zgrupowanie ze szkół podstawowych. Obozowicze często kąpali się w Jeziorze Charzykowskim. Młodszym harcerki użyczały pomost, starszych chętnie zapraszały na wspólne zajęcia i zabawy. Chociaż Ośrodek był w zasadzie kierowany przez dh. Jankę Bartkiewicz, kolejni piloci chorągwi: Bernard Mroziński (2.12.1945 - 1.05.1947), Tadeusz Pucia ( 15.10.1947 - 15.07.1948) i Alfons Borhard ( 15.11.1948 15.07.1949) administracyjnie czuwali nad Ośrodkiem. A dwaj szkutnicy z tego okresu: Paweł Zaradzki i Stanisław Malec dzielnie wspomagali "panią na Funce", dbając o posiadany sprzęt pływający i ulepszając pozyskane łodzie.
Kolejny właściciel W 1949 roku Ośrodek pełen sprzętu szkoleniowego, namiotów, łóżek, sprzętu gospodarczego doczekał się, niestety, zmian organizacyjnych Związku Harcerstwa Polskiego. Zaczął się okres "OH". Ponieważ w 1950 r. nowo powołana Komenda Wojewódzka ZHP w Bydgoszczy, zgodnie z zaleceniami centralnymi, uznała sprzęt pływający za "nie nadający się do użytku dla organizacji dziecięcej", cały dobytek Ośrodka zaczął przechodzić z rąk do rąk. Nie bardzo wiedziano, jak konkretnie postąpić. Sprzęt częściowo sprzedano ' - "Elki" do Ligi Morskiej, inne jednostki "rozpłynęły się".
W 1951 r. przewodniczący Zarządu Powiatowego ZMP Machtela, (który pływał w Chojniczance) przejął Ośrodek bez łodzi, zaś Liga Przyjaciół Żołnierza przyjęła pozostałe łodzie odpłatnie. Ponieważ Liga nie zapłaciła, odbyła się rozprawa sądowa. Orzeczono, że LPŻ otrzymuje sprzęt dalej w użytkowanie. Na sezon 1954-55 ZMP przekazuje budynek Powiatowemu Przedsiębiorstwu Budownictwa w Chojnicach, które przeprowadziło przebudowę stanicy, tzn. salę wykładową zamieniono na pokoje mieszkalne i wyposażono w meble. W ten sposób Funka staje się ośrodkiem wczasowym dla pracowników budownictwa. Ostatni użytkownicy "Budowlani" dbali jednak tylko o budynek, zaś o otaczający teren, a zwłaszcza skarpę nikt się nie troszczył. Gdy tylko w 1956 roku nastąpiła "odwilż polityczna" i wyłaniały się ku temu możliwości, chojnicki działacz harcerski i żeglarski Benedykt Kloskowski odwoływał się do odpowiednich władz by przywrócić Ośrodek harcerstwu.
Niestety, sezon 1956 roku należał jeszcze do cywilnych wczasowiczów. Dopiero po powołaniu samodzielnej Organizacji Harcerskiej Polski Ludowej harcerze mogli oficjalnie wystąpić o przywrócenie majątku. Udało się przejąć we władanie budynek. O zwrot sprzętu toczyła się długa batalia. Latem chojniccy harcerze zorganizowali w oparciu o stanicę krótkotrwałe obozy wodne i żeglarskie, korzystając ze sprzętu wypożyczonego z LOK. Po tym sezonie praktycznie sprzęt ów pozostał na stałe w Funce
Funka ośrodkiem Komendy Choroągwi Bydgoskiej ZHP Powołany na nowo do życia ZHP przystąpił do systematycznego organizowania wychowania wodnego wśród młodzieży harcerskiej. "Pani na Funce" (J. Bartkiewicz) zaczyna reorganizację Ośrodka. Ten okres tak opisuje: "Pierwotnie "Dzieci Funkowe" stanowią kadrę obozową w 1957 r. Zaczątkiem rozszerzania flotylii funkowskiej są sprowadzone ze Stoczni Krakowskiej dwie "Turystki", zakupiona używana 12-tka, ocalały "Wiatr" (łódź wiosłowo- żaglowa). Starzy przyjaciele z Klubu Żeglarskiego znowu udzielają pomocy - dawne nasze "Elki", Jaga", "Bartek", "Odzyskana" są przez nich remontowane. Także trzeba od nowa myśleć o każdym młotku, garnku itp.".
W 1957 r. Główna Kwatera ZHP przekazuje Ośrodek Wodny w Funce Komendzie Chorągwi Bydgoskiej ZHP. Dopiero po przejęciu Ośrodka przez etatowego kierownika, szczerze oddanego ośrodkowi Edmundowi Klajnie, ruszyło ożywione szkolenie, zaczął się okres szerokiej rozbudowy i roz- woju organizacyjengo HOW. Wówczas do pracy pomocniczej zatrudniono Edmunda Schulza, który równocześnie był bosmanem, magazynierem i budowniczym. Ten duet pracowniczy dał początek "nowej" Funce. Dla HOW, funkcjonującego na prawach Wydziału, Komenda Chorągwi ustaliła następujące zadania:
-szkolenie kadry dla drużyn wodnych i żeglarskich;
-szkolenie żeglarskie
-wizytowanie drużyn i obozów wodnych i żeglarskich;
-prowadzenie prac przy budowie sprzętu wodnego;
-pozostawanie zapleczem obozowym obozów żeglarskich, szkoleniowych i innych,
-organizowanych przez KCh, np. międzynarodowych;
-świadczenie usług dla turystów i innych organizacji;
-zabezpieczenie akwenu pod względem bezpieczeństwa przez drużyny (WOPR);
-utrzymywanie ścisłych kontaktów z PZŻ, LOK, MKS. |
| |